


24 października, 2025 - 21 lutego, 2026 | Poznań (PL)
Wystawa Sensitive Content stanowi refleksję nad dwoma dominującymi tendencjami współczesnej kultury wizualnej. Pierwszą z nich jest zobojętnienie procesu tworzenia obrazu w dobie „cancel culture” oraz algorytmicznej sterylizacji mediów społecznościowych, gdzie autocenzura i łagodzenie ekspresji twórczej stają się walutą w zamian za społeczną akceptację. Drugą – powszechna dostępność zarówno miękkiej, jak i twardej pornografii w nieograniczonym obiegu internetowym, prowadząca do normalizacji i obojętności wobec treści niegdyś uznawanych za tabu. Te przeciwstawne siły – zakorzenione jednocześnie w nadmiarze i w powściągliwości – ujawniają sprzeczności wpisane w naturę współczesnej kultury wizualnej i jej granic społecznych.
Wraz z pojawieniem się algorytmów wyszukiwania i generatywnej sztucznej inteligencji, nawet najbardziej odległe zakątki wyobraźni mogą dziś zostać zwizualizowane. Z jednej strony jest to demokratyzacja procesu tworzenia obrazu, z drugiej – zagrożenie dla jego siły oddziaływania i samej wartości prawdy. Reprodukcja, zawłaszczenie i manipulacja obrazem stały się czynnościami równie naturalnymi jak oddychanie. W tym kontekście nasuwa się pytanie: co właściwie oznacza dziś „konsumpcja” obrazu? Czy jest to jedynie samopotwierdzający się krąg utartych wyobrażeń, czy może niekończące się poszukiwanie dopaminowych bodźców? I co się dzieje, gdy duch artystycznej przekory ustępuje przed presją lajków?
Tytuł wystawy – Sensitive Content – nawiązuje do ostrzegawczego filtru nakładanego przez algorytmy na posty w mediach społecznościowych: te oznaczone nagością, seksualnością, przemocą, polityką lub innymi kontrowersyjnymi tematami. Motywy te są obecne w sztuce od wieków, a jednak w roku 2025 obserwujemy wyraźny zwrot ku wartościom konserwatywnym. Skoro Internet otworzył wrota nieograniczonego dostępu do informacji, odczarował ludzkie ciało i rozdzielił masom ich „piętnaście minut sławy” – co dziś jest naprawdę zagrożone?
Wystawa otwiera się niejednoznacznym selfie artysty, wykonanym po intensywnym masażu sportowym. Skóra, pokryta warstwami siniaków, zdaje się nosić ślady bolesnego doświadczenia. Trzymając telefon i kierując obiektyw na zewnątrz, artysta czyni z kamery zarazem narzędzie introspekcji i inwazji. Fotografia ta, stanowiąca deklarację otwarcia, jednocześnie wita widza i stawia go w roli podejrzanego. W świecie wszechobecnych kamer i mediów społecznościowych nieustannie obserwujemy i jesteśmy obserwowani. Żyjemy już nie tylko w państwie nadzoru – kamera stała się jednocześnie narzędziem samoobrony, bronią przeciwko prywatności oraz maszyną do produkcji sławy.
To okrutny świat, w którym bodziec wizualny przeważa nad refleksją. W jednej chwili można zostać wyniesionym na piedestał przez anonimową publiczność, by w następnej zostać przez nią rozszarpanym – często bez powodu. Andy Warhol powiedział: „Jeśli chcesz wiedzieć wszystko o Andy’m Warholu, spójrz na powierzchnię moich obrazów i filmów – i na mnie. Tam jestem. Niczego za tym nie ma.” Cytat ten doskonale oddaje kondycję współczesnej konsumpcji obrazów: krótką uwagę, powierzchowność i nieustanny atak reklamy w każdej formie. Poruszamy się po świecie fragmentów, płytkich odbić całości, w którym ocena opiera się na wyglądzie – zarówno w życiu realnym, jak i cyfrowym. To spłaszczenie istnienia, w którym „dobrze wyglądać” znaczy często więcej niż „mieć dobre intencje”.
„Tylko ludzie płytcy nie sądzą po pozorach. Prawdziwa tajemnica świata kryje się w tym, co widzialne, nie w tym, co niewidzialne.” – Oscar Wilde











